Rowerem na drodze krajowej

Strona główna >> Porady Rowerowe >> Rowerem na drodze krajowej

Wyprawa rowerowa to czas, w którym chcemy odpocząć od zgiełku, poczuć kontakt z naturą i pozbyć się codziennego stresu. Dlatego wybieramy drogi mało uczęszczane, wiodące często przez małe miejscowości, nierzadko leśne czy polne dukty. Jednak czasem okoliczności lub ochota na szybsze dotarcie do konkretnego miejsca powodują, że wybieramy te bardziej ruchliwe i mniej przyjemne drogi krajowe czy wojewódzkie. Jak się wtedy zachowywać, co robić a czego unikać – przedstawiamy kilka rad, które zwiększą twoje bezpieczeństwo na drodze. Przydatne na wyprawy rowerowe ale także na co dzień.

Droga krajowa z poboczem

Koncentracja i spokój

Drogi łączące większe miejscowości a niebędące ekspresówkami czy autostradami są po prostu niebezpieczne. Samochody pędzą po nich nierzadko z prędkościami wskazanymi raczej dla tych wyżej wskazanych dróg a infrastruktura, zwłaszcza ta skierowana na bezpieczeństwo niechronionych użytkowników drogi, czyli pieszych i rowerzystów, przeważnie nie istnieje.
Dodając do tego stres związany z ciągłym zagrożeniem dostajemy mieszankę, która powoduje, że nasza wycieczka nawet jeśli nie skończy się nieprzyjemnym zdarzeniem to i tak zamiast satysfakcji dostarczy nam tylko bólu głowy. Dlatego warto czasem nadłożyć kilka kilometrów i dojechać do celu mniej ruchliwą trasą.
Miało być jednak o tym, co zrobić jak już jedziemy. Po pierwsze koncentracja. Droga krajowa ze śmigającymi obok z dużą prędkością autami to nie miejsce na pogaduchy, rozmyślania nad pięknem przyrody czy słuchania muzyki. Tutaj stale musimy uważać aby jechać zgodnie z przepisami a także, czy inni się do nich stosują. Tylko będąc skoncentrowanymi możemy odbić na pobocze aby uniknąć staranowania przez pijanego kierowcę, mającego problem z oceną odległości. Skoncentrowani nie przegapimy zjazdu i nie będzie trzeba wykonywać niebezpiecznych manewrów jak zawracanie czy gwałtowne skręcanie w lewo.
Spokój to jest nasz najważniejszy zapas na taką drogę – ważniejszy od wody i jedzenia, które możemy uzupełnić później. Niektórzy kierowcy traktują rower na drodze z dopuszczalną prędkością do 90 km/h jako intruza, którego trzeba wypłoszyć. Zdarzają się bezzasadne i bardzo niebezpieczne zachowania jak trąbienie, zwalnianie i zwracanie uwagi rowerzyście, nierzadko krzykiem i w asyście wulgaryzmów. Co bardziej bezmózgie osobniki mogą nawet zajeżdżać drogę lub dla żartu uderzyć lub szarpać jadącego rowerzystę z jadącego samochodu. Jeśli w takiej sytuacji spanikujemy lub damy się ponieść emocjom łatwo możemy utracić kontrolę nad rowerem, wpaść na jakąś przeszkodę lub wylądować na asfalcie lub w rowie. Dla własnego dobra trzeba to po prostu zignorować i jechać dalej.

Krajobraz z piękną krętą drogą

Jak jechać

W przepisach napisane jest, że należy trzymać się prawej strony drogi. Jak blisko prawej krawędzi będziemy jechać, to w praktyce zależy od jezdni. Jeśli ma ona wydzielony grubą, białą linią pas asfaltu będący faktycznie poboczem, to jest to bardzo komfortowa sytuacja – poruszamy się po tym poboczu. Auta generalnie nie mają prawe na nie wjeżdżać (rowerzyści przeciwnie – powinni) więc jest to najbezpieczniejszy rodzaj drogi. Uważać jednak musimy, głównie przy skrzyżowaniach, zatoczkach czy mostach – wtedy pobocze najczęściej na jakiś czas znika a rowerzysta wracający na jezdnię jest traktowany jako włączający się do ruchu i co za tym idzie ma obowiązek ustąpić pierwszeństwa wszystkim pojazdom.
Na jezdniach z poboczem szutrowym, jeśli asfalt jest niezłej jakości, możemy trzymać się blisko krawędzi, nawet 10-20 cm, w razie czego możemy zawsze uciec na pobocze.
Jeśli zaś pobocza nie ma w ogóle, lub asfalt jest podziurawiony jak po wojnie, to trzymamy się około pół metra od krawędzi jezdni – zachowując sobie ten dystans do uników lub odsunięcia się od aut nie respektujących metra odległości od wyprzedzanego roweru lub od rozpędzonej ciężarówki. Pęd powietrza tej ostatniej potrafi nieźle szarpnąć rowerem, zwłaszcza, jeśli mamy w sakwach bagaże przydatne na wyprawy rowerowe.
W grupie osoba zamykająca powinna jechać nieco bliżej środka jezdni niż pozostali, tak aby wymusić na wyprzedzających pojazdach większy dystans i nie prowokować do nadmiernego ryzyka.

Asfaltowa droga w górę, z kamieniami z boku

Bezpieczeństwo ponad wszystko

O nasze zdrowie i życie na rowerze nikt nie zadba za nas. To przede wszystkim rowerzysta odpowiada za swoje bezpieczeństwo. Nawet jeśli z przepisów wynika, że mieliśmy pierwszeństwo, to co nam po tym w szpitalu czy na cmentarzu? Dlatego przy wszystkich manewrach na drodze – omijanie pieszych czy dziur, wyprzedzanie innych użytkowników drogi, skręt w lewo, wjazd na drogę główną czy nawet skrzyżowanie z pierwszeństwem – zawsze jedźmy ze świadomością, że nie mamy szans z kilkutonowym rozpędzonym pojazdem i żaden przepis nie ma mocy zatrzymania takiego pędu. Przy każdym z tych manewrów rozglądamy się i upewniamy, że można go wykonać a jeśli nie – stajemy i czekamy. Wyprawa rowerowa to nie wyścig i stracone w ten sposób sekundy nie mają absolutnie żadnego znaczenia.
W złych warunkach pogodowych, jak mgła, deszcz czy nawet jesienne niebo zakryte chmurami warto mieć włączone światła nie tylko po zmroku. Kierowcy przyzwyczajeni do tego, że inne samochody mają obowiązek włączonych świateł mają tendencję do skupiania się na nich, nieoświetlanych użytkowników traktują natomiast jak przeszkody nieruchome. Nie wynika to ze złej woli, tak po prostu pracuje mózg. Dlatego, jeśli na nieoświetlonym rowerze wykonamy nawet poprawny manewr kierowca może być tak zaskoczony, że nie zdąży prawidłowo ocenić sytuacji. O światłach w nocy nawet nie ma się co rozpisywać – to po prostu obowiązek. Jazda na nieoświetlonym rowerze w nocy po ciemnej drodze to brak szacunku dla życia własnego i innych. I czołówka na głowie, którą co jakiś czas obracamy, nie rozwiązuje sprawy.
Odblaski to rzecz przydatna, zwłaszcza przy kiepskich warunkach lub w nocy. Żółta kamizelka, z białym odblaskowym pasem w połączeniu z migającym światłem w kierowcy budzi skojarzenie z policją – co zawsze powoduje zdjęcie nogi z gazu, przynajmniej do czasu, kiedy sytuacja się nie wyjaśni. A wtedy już jesteśmy bezpieczni.
Migających przednich świateł jednak unikamy w nocy poza miastem, z oczywistych względów wtedy warto skupić się na tym, co sami widzimy przed przednim kołem, a miganie tego nie ułatwia.
Odnośnie kamizelek – w nocy nie powinien to być nasz jedyny element odblaskowy. Po oświetleniu takiej kamizelki reflektorem samochodowym rowerzysta kurczy się do rozmiaru korpusu, cała reszta jest niewidoczna. Warto więc zaopatrzyć się w bardzo popularne i rozdawane przy wielu okazjach opaski na ręce. Inaczej sygnalizowanie skrętu w nocy nie ma żadnego sensu – nasze ręce przy odblaskowej kamizelce stają się niewidzialne.
Jak widać nie trzeba dużo aby w zdrowiu jeździć po ruchliwych drogach – koncentracja, spokój, światła odblaski i skupienie na własnym bezpieczeństwie. Jednak o wiele przyjemniejsze są trasy rowerowe nie tak zatłoczone i nie zanieczyszczone spalinami. I taka właśnie rowerowa wycieczka na pewno już na ciebie czeka. Do zobaczenia!

Polub, podziel się lub skomentuj: