Geologiczna Góra Św. Anny

Strona główna >> Geologiczna Góra Św. Anny

Od jakiegoś czasu jestem w okolicach Góry Św. Anny po kilka razy w roku. I zawsze czegoś brakowało - albo pogody, albo czasu, może też pomysłu. Coś mnie jednak stale tam przyciągało i po tym rajdzie nareszcie wiem co.

Wyruszając na trasę miałem mieszane uczucia. Z jednej strony zimno (5 stopni... brrr) i wietrznie, z drugiej czyściutkie niebo dające nadzieję na odrobinę ciepła i dobre zdjęcie. Wraz z łykanymi kilometrami zaczynał przeważać nastrój pesymistyczny – wiatr był silny, zimny i przede wszystkim w twarz. Wlokłem się więc niemiłosiernie, ale o zawracaniu nie mogło być mowy. Pierwsza jaskółka poprawy sytuacji pojawiła się jakieś 10km przed górą, kiedy wreszcie można ją było obejrzeć w pełnej krasie na tle niebieskiego nieba. Jeszcze tylko kilkadziesiąt minut kręcenia, lekki podjazd i udało się stanąć przy pierwszym punkcie z planu – Rezerwacie Geologicznym. Wcześniej jednak trzeba było rzucić okiem na krajobraz z pobliskiego punktu widokowego, a ten autentycznie zapierał dech w piersiach. Widać stąd dosłownie pół Śląska, od Czerwionki-Leszczyny do Gór Opawskich. Imponujące. W dodatku wszystko świetnie opisane na planie.


Och, jakie to... śląskie.

Jest tu kilku takich, z którymi się jeszcze rozliczymy

Jednak nie piękne krajobrazy miały być celem tej wyprawy, zatem po krótkim odpoczynku zmierzam do pobliskiego Geoparku. I mam kolejny powód do zadowolenia – jest świetnie. Krater aż kipi zielenią, wzdłuż całego parku wiją się dobrze przygotowane i opisane ścieżki, są też dwa przeszklone tarasy do podziwiania całego Geoparku. Będąc na Górze Św. Anny po prostu trzeba się tu przejść.


Rowerom wstęp wzbroniony. Zostań i oglądaj sobie.

Ale dziura...

Następna na liście jest Dolina Krowioka. Trzeba do niej zjechać, tylko uwaga, bo jest naprawdę ostro. Za to na dole cisza, spokój, zieleń. Klimat trochę jak na uroczysku, czuć lekkie drganie magii natury.


O co chodzi z tymi krowami?

Teraz trzeba się trochę powspinać. I to nie tylko na rowerze, ale też z nim. Bo żeby podejść pod amfiteatr trzeb trochę schodów pokonać (i żeby z niego wyjść też). Można co prawda objechać z góry, ale wtedy tracimy połowę uroku tego miejsca. Gdybym miał je opisać jednym słowem powiedziałbym: Majestatyczne. Kamieniołom to też świadek burzliwych wydarzeń XX wieku. Powstania Śląskie, budowa amfiteatru i nazistowskiego mauzoleum i wreszcie budowa Pomnika Czynu Powstańczego. Całość robi wielkie wrażenie, co dało się zauważyć też w pełnych zachwytu okrzykach pielgrzymów z Domu Pielgrzyma, którzy zapewne po porannej mszy w sanktuarium wybrali się tutaj na spacer.


Widok z dołu.

I z góry.

A tu schody. Też z góry.

Z kamieniołomu na szczyt góry wiedzie najbardziej stromy odcinek trasy, dodatkowo część trzeba pokonać po schodach. Po drodze na górę jest jeszcze siedziba Parku Krajobrazowego, gdzie można między innymi zobaczyć kawałek dna morskiego sprzed 240 mln lat! Przy samej bazylice też jest punkt z trasy geologicznej (konkretnie Nefelinity, cokolwiek by to było) ale to odpuszczam, bo jest niedziela, pora mszy i dużo pielgrzymów, których nie chcę razić mym nieodpowiednim strojem. A ja i tak mam czego szukać jeszcze.


No to jest dno

Teraz spory kawałek w dół i na rozstaju dróg znajduję tablicę. Informuje mnie ona uprzejmie, że w okolicy są zagłębienia, które są wynikiem działania lejów krasowych. Fajnie. Po oględzinach stwierdzam, że jedyne zagłębienie jakie widzę to to przy tablicy – w ten sposób mogę odhaczyć kolejny punkt z listy. Kawałek dalej – nadal w dół i trzepie mną nieco na leśnej drodze - przy ledwo widocznej drodze odbijającej w lewo odnajduję tablicę informacyjną o rezerwacie Biesiec i widocznych w nim odsłonięciach. Sam rezerwat uroczy, jednak drogę do skarpy gdzie zapewne rzeczone odsłonięcia są blokuje spora ilość krzaków, w tym malin, w dodatku niebo dokonuje zasłonięcia chmurami i zaczyna padać. Zatem bez sukcesu w tym miejscu, jadę dalej.


Czarne na zielonym

Jakieś pół kilometra dalej (i trochę metrów niżej) od szlaku odbija dróżka, znikająca niemal wśród traw. Kilkadziesiąt metrów dalej pozostawiam pojazd samotnie wśród drzew i wspinam się na Ligocką Górkę, gdzie znajduje się sporej wielkości kawał skały z widocznymi warstwami. Wszystko fajnie, ale szum pobliskiej autostrady jest tutaj nie do zniesienia.


Skały są jak ogry. Mają warstwy.

Wracam na szlak, jadę jakiś kilometr w dół i za chwilę muszę odbić ostro w lewo na drogę wznoszącą się do ostatniego punktu – Kamieniołomu w rezerwacie przyrody Ligota Dolna. Po wyjeździe z lasu znowu mogę zachwycać się widokiem. Chmury się rozwiały a pojawiły się wcześniej zasłonięte góry. Na moje oko Jesioniki, ale do pewności to mi daleko. Przejazd odbywa się teraz pieszą ścieżką, więc jest dość ciasno, po chwili jednak docieram do kamieniołomu. I tu spotykam stworzenie, którego się nie spodziewałem. Kozioł. Poroże wielkie jak nie wiem co, czarny jak smoła, stoi na dole i się gapi na mnie. Ja stoję na górze i się gapię na niego. Zrobiłem mu zdjęcia, pooglądałem okolicę, wyciągnąłem lornetkę, przyjrzałem się wyleniałemu capowi... i nagle olśnienie. On jest sztuczny! Czego to ludzie nie wymyślą. No to spokojnie zjeżdżam na dół kamieniołomu i możesz sobie wyobrazić mą minę gdy stwierdzam, że sztuczny kozioł zniknął. Ta bestia z piekła rodem, która przez 10 minut udawała wypchane truchło, teraz czai się gdzieś w okolicy, gotowa pewnie bodnąć mnie w sakwę. Dostrzegam go po chwili w lasku, na szczęście nie ma ochoty na konfrontację i odchodzi. Ale dalej nie wiem, co on tam robił.


W takich chwilach przydaje się kask..

I jak się taki pod bazyliką uchował?

Zwiastun powrotu na skrzydłach wiatru

To był ostatni punkt na liście, czas dojechać do asfaltu i wracać do domu. Na szczęście wiatr ani myślał osłabnąć czy zmienić kierunek od rana, zatem niesiony na jego skrzydłach gnam przed siebie, mijając po drodze sporo rowerzystów zmierzających na Górę Św. Anny. Zapewne dla zdecydowanej większości z nich samo dotarcie na szczyt będzie już punktem kulminacyjnym, a szkoda, bo wycieczka w poszukiwaniu śladów wulkanu potrafi nieźle naładować baterie przed drogą powrotną.

Na mapie poniżej pokazana jest trasa zaczynająca się i kończąca na Dworcu PKP Kędzierzyn-Koźle oraz dokładna lokalizacja wymienionych w tekscie atrakcji.