Na wyspach

Strona główna >> Na wyspach

Pierwsze skojarzenia przy nazwie Kędzierzyn-Koźle to siatkówka i zakłady azotowe. Raczej mało zachęcające dla turysty rowerzysty. Grzebiąc jednak głębiej można dokopać się do kilku wodnych i historycznych ciekawostek które zaciekawiły mnie na tyle, że musiałem odwiedzić je na dwóch kołach.
Niemal całą trasę wycieczki udało się zmieścić na jednej jednej wyspie, odciętej od lądu przez rzeki Odrę i Kłodnicę oraz Kanał Gliwicki. W zwiedzaniu towarzyszyła mi tym razem nietypowa trójka cyklistów, w tym dwóch in spe o sumie wieku 13 lat.
Spod dworca PKP ruszamy żwawo ulicą Grunwaldzką i przed mostem na Kłodnicy odbijamy w boczną w prawo, gdzie po chwili przedzieramy się przez zarośla dróżką wzdłuż rzeki. Jest woda, jest zieleń, jest pięknie. Tylko ciężko niekiedy przejechać przyczepką a pień powalonego drzewa to przeszkoda, której pokonanie zajmuje dobrych kilka minut. Dojeżdżamy do pierwszego punktu na trasie – Syfon, czyli skrzyżowanie dróg wodnych. Górą płynie sobie powolutku Kanał Gliwicki a pod spodem przemyka Kłodnica. Fajnie to wygląda, nie wiedząc wcześniej o syfonie pewnie potraktowałbym go jako jakiś odpływ z kanału.


Siedmiokołowiec.

Niepozorny i unikatowy. Syfon.

Dalsza droga wiedzie wzdłuż kanału. Dla jednośladu ścieżka jest super, jednak z przyczepką trzeba jechać bardzo ostrożnie i uważać żeby nie wylądować w rowie. Po kilku minutach wjeżdżamy do lasu z radością witając jego ożywczy chłód. Część trasy przebiega po ścieżce Po Starych Torach i faktycznie spod trawy gdzieniegdzie widać jeszcze szyny. Dojeżdżamy do Śluzy Kłodnica, teren wokół obiektu jest niestety zamknięty, więc aby przyjrzeć się z bliska i porobić zdjęcia trzeba się trochę wysilić i przedzierać przez tory i chaszcze. Niby śluzę na Kanale Gliwickim widzę codziennie ale ta jest tak imponująca i jej wrota tak masywne, że i tak robi na mnie wielkie wrażenie. Dla najmłodszych najciekawszy jest przejeżdżający akurat pociąg towarowy, więc każdy zadowolony.


Ale anfgang ist schwer. Tyle wyniosłem z lekcji niemieckiego.

No jest imponująca ta śluza.

A te wrota masywne...

Jedziemy przez przejazd kolejowy, skręcamy w prawo i przez las dojeżdżamy do ulicy Sportowej. Na skrzyżowaniu z ulicą Kłodnicką, jest Karczma U Freda, którą pamiętam jeszcze z dobrego obiadu z dziczyzną podczas pokonywania trasy odrzańskiej. Zdecydowanie lokal warty polecenia, choć tym razem niestety pora jeszcze nie obiadowa więc mijamy karczmę oblizując się tylko.
Skręcamy w Kłodnicką w lewo i tutaj mało przyjemny fragment dość ruchliwą trasą do Kanału Gliwickiego. Za kanałem odbijamy w prawo i za chwilę w lewo w Wagnera. Na końcu ulicy w prawo i wjeżdżamy w pola. Normalnie byłby to bardzo przyjemny przejazd wśród zieleni i bajorek z rechoczącymi żabami. Z przyczepką jest nieco gorzej, przełożenie i prędkość mam taką, jak na najbardziej stromych podjazdach w górach. Tempo pieszego, a mimo to niekiedy ciężko odnaleźć dróżkę, tak są zarośnięte przez trawy. No właśnie, trawy. Akurat przypada szczytowy okres ich pylenia a ja powiodłem żonę alergiczkę w takie miejsce. Coś czuję, że przez najbliższe kilka lat jeszcze parę razy o tym usłyszę... Niemniej udaje nam się w końcu dotrzeć do ulicy. Skręcamy w lewo w Portową i za chwilę w lewo w boczną dróżkę prowadzącą do Fortu Fryderyka Wilhelma czyli XIX w. budowli obronnej zwanej basztą montalemberta. Teren niby zamknięty i ogrodzony ale płot gdzieś zniknął. Fort ma potencjał turystyczny, wygląda nadal nieźle. Niestety najwyraźniej brakuje pieniędzy a może pomysłu (albo jednego i drugiego) na porządne zagospodarowanie terenu. Aż się prosi o jakiś mały park, restaurację czy kawiarnię.


Popalcowali obiektyw łobuzy.

Teraz pozostał tylko powrót na parking pod dworcem. Jedziemy Portową, skręcamy w prawo w Dunikowskiego i tam na bardzo fajną ścieżkę rowerową wiodącą przez pola do Wyspiańskiego. Ze ścieżki tej z lewej strony widać czasami bardzo wyraźnie Górę Św. Anny, co przywołuje zdecydowanie miłe wspomnienia. Skręcamy w lewo, następnie w prawo i znowu w prawo w Krasickiego. Za Kanałem Kłodnickim skręcamy znowu w prawo w ścieżkę wiodącą wzdłuż kanału. Co swoją drogą uświadamia mi, że jeździmy nie po jednej ale po dwóch wyspach, bowiem pobliski kanał rozdziela wspomnianą na początku wyspę na dwie części. Przejeżdżamy pod torami tunelem z dosyć wąskim miejscem do mijania a następnie wokół działek i w prawo na ulicę Grunwaldzką i prosto na PKP, gdzie kończymy ciekawą i nadspodziewanie ładną trasę w Kędzierzynie.


Może szybki umyć?