Pętla Libiąż

Pętla wokół Libiąża to idealna trasa dla amatorów niedzielnych wycieczek rowerowych. Płasko, w większości równa nawierzchnia, spokojne drogi po lasach, drogach rowerowych lub mało ruchliwych ulicach. Mało jest tutaj zabytków za to wiele lasów, stawów i przepiękne zakola Wisły. Jeśli 20-30 km na rowerze to dla ciebie wymagający dystans to ta trasa jest stworzona po to, żeby bez wysiłku zrobić na niej życiówkę.

Trasa na mapce u dołu strony poprowadzona jest od i do stacji PKP w Libiążu. My, głównie z powodu przyczepki podjechaliśmy na parking pod Intermarche. Przy PKP jest przejście dla pieszych w postaci kładki nad torami, z przyczepką nie było mowy o wspinaczce dlatego musieliśmy nadrobić około 2 km do najbliższego przejazdu. Libiąż jako taki nie wydaje się zbyt interesujący, dlatego bez żalu wjeżdżamy do lasu i już po kilkudziesięciu metrach trafiamy do miejsca, skąd podziwiać można kopalnię dolomitu. Robi niezłe wrażenie, potężne kamienne bloki poustawiane niczym przewrócone kostki domina. Chłopaki zdecydowanie uznali, że to największa piaskownica z jaką mieli styczność.


Myślałem, że Dolomity to góry a tu jakaś dziura

Kolejne kilometry to jazda po lasach i obok pojawiających się bardzo często na tej trasie stawów obsadzonych wędkarzami. Na dość krótkim, ale nieprzyjemnym kamienistym odcinku łapię gumę, co dzieciaki skrzętnie wykorzystują aby pohasać z dziadkiem po lesie. Po 10 km w cieniu drzew wjeżdżamy wreszcie do cywilizacji i od razu czujemy się, jakbyśmy wypadli na pełne morze. Wszystko za przyczyną specyficznie ukształtowanej ścieżki rowerowej (a właściwie ciągu pieszo-rowerowego) gdzie każdy, gęsto rozmieszczony, wjazd na posesję jest o kilkanaście cm niżej niż pozostała część chodnika. Bujało. Kolejne 3 km to uspokojenie sztormu – jazda bo tak gładkim asfalcie to przyjemność, która uśpić może największych rozrabiaków. Kolejne stawy, przejazd przez Chełmek i znów przez las.


W lesie

Nad stawem

Pałac, który mieliśmy zobaczyć jest obecnie w rękach prywatnych i na drodze dojazdowej jest bariera oraz zakaz ruchu. Szkoda, bo z przyczepką nie będziemy się pchali gdzie nas nie chcą. Ciężęj by było uciekać przed psami. Za to już trzy kilometry dalej krajobraz odmienia się zdecydowanie – zamiast otaczającej nas do tej pory ściany lasu mamy piękny widok na Wisłę, która kręci tutaj jak szalona. Wielka szkoda, że nie ma w okolicy jakiegoś wzniesienia, z którego można by ogarnąć większy kawałek niż tylko jedno czy dwa zakola, ale nie ma co narzekać bo i tak jest pięknie.


Strażacy to zawsze coś ciekawego przed remizą umieszczą

Takie zakola i to u Damy. Ale ładnie jej w tym

Na domiar słodyczy dostajemy niespodziewany prezent – świeżo oddany odcinek drogi rowerowej na wale przeciwpowodziowym. Tak świeży, że jeszcze nie uprzątnięto barierek ograniczających wjazd na dopiero wylany asfalt. Tak, to droga rowerowa z prawdziwego zdarzenia. Nie uklepana byle jak ziemia i postawione oznakowanie żeby wyciągnąć kasę z UE. Wielki szacun. Nabieram jeszcze większej ochoty na przejazd Wiślaną Trasą Rowerową w bliżej nieokreślonej przyszłości.


Fiu, fiu... powiało zachodem

Tyle do oglądania, że aż się przespać nie da

Jedziemy w komforcie 5 km, potem jeszcze 1 km przez wieś Mętków aby odwiedzić najciekawszy (i w zasadzie jedyny) zabytek na tej trasie – Kościół pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej. Na jego terenie stoi ładny kamienny pomnik, kapliczka matki Boskiej oraz imponująca liczba stojaków rowerowych. Sam kościół jest bardzo ładny, trochę odstaje od innych mijanych do tej pory. Po chwili okazuje się dlaczego – został przeniesiony z innej parafii, a co ciekawe w nim właśnie swój pierwszy wikariat sprawował przyszły papież Jan Paweł II.


Pierwszy kościół papieża. Mało rozreklamowany.

Wracamy jeszcze na chwilę nad wiślańskie zakola i cudną drogę rowerową, podziwiamy doskonale widoczny zarys Beskidów i wracamy oznakowanym szlakiem czerwonym do Libiąża. Przez lasy, stawy i wioski, jakże by inaczej. Po drodze największy podjazd na tej trasie, około 50 metrów w górę, co można potraktować jako miłe urozmaicenie raczej niż niedogodność. I tak po lesie dojeżdżamy do końca wycieczki, miłej i spokojnej z której na dłużej zostaną w pamięci zapewnie malownicze zakola Wisły i przylegająca do nich droga rowerowa.


Na żywo te góry lepiej widać

Hej, z tym smokiem na górze to żartowałem...