Prezydent i Królowa

Zawsze preferowałem na wypady rowerowe tereny oddalone od miasta. Połykanie kilometrów wśród szumu drzew i świergotu ptaków potrafi naładować baterie na długie godziny pracy w mniej sprzyjających warunkach. Jednak wraz z wzrostem świadomości znaczenia roweru nie tylko jako zabawki dla dzieci ale też doskonałego środka transportu na co dzień i w turystyce, powoli zmienia się oblicze naszych miast. Coraz więcej miejsc jest dostępnych dla cyklistów, powstają parkingi, drogi, ścieżki i trasy projektowane dla miłośników dwóch kółek. Dzięki oddzieleniu ruchu samochodowego od rowerowego coraz mniej jest miejsc gdzie jesteśmy narażeni na ataki rozwścieczonych kierowców, panów dróg.

Rozpoczynamy swoją podróż pod halą MOSiR w Zabrzu. Na przyszłość wiemy już jednak, że lepiej byłoby zaparkować pod Parkiem C12 czyli Bajtel Grubie – miejsc tam dostatek a przynajmniej nie trzeba by na koniec tego kilometra podjeżdżać. Pierwsze kilometry to mało przyjemny przejazd przez Guido, potem już spokojniejszy Pawłów i Bielszowice. Po 8 km meldujemy się przy Kolonii Ficinus – niewątpliwie urokliwym, ale nie zapewniającym ani grama rozrywki dzieciakom miejscu.


Galeria informacji o dawnej Rudzie

Bardzo ładny Ficinus. Zdjęcie z października

Kolejne kilometry to przejazd przez Wirek, Bykowinę i nieużytki między Rudą a Chorzowem. To najbardziej wymagający fragment z licznymi, całkiem stromymi, podjazdami. W Chorzowie teren się spłaszcza i korzystając głównie z ciągów pieszo rowerowych z na szczęście niewielkim ruchem pieszym, docieramy do granic Parku Śląskiego, konkretnie pod Stadion. Stąd już tylko kawałek do drugiego celu wycieczki – szybu Prezydent. Teren wokół szybu bardzo zadbany, jest plac zabaw, jest gdzie usiąść, przy odrobinie szczęścia można ustrzelić nawet zacienioną ławkę. Sam szyb to też strzał w dziesiątkę, okazuje się, że jest otwarty, dostępny darmowo i nikt nie robi najmniejszych problemów, żeby na niego wejść i z góry obejrzeć okolicę. A w pogodny dzień jest co oglądać, na mnie największe wrażenie robi krajobraz ze Stadionem Śląskim i Beskidami w tle. Może widok nie jest tak imponujący jak z Góry Świętej Anny, może i mieszkańcy górnych kondygnacji na Tauzenie mają tak na co dzień, jednak dla nas jest to niewątpliwa atrakcja. Nawet pięciolatek, choć z motylami w brzuchu, dzielnie wdrapuje się na szczyt, gdzie bezpieczny, bo całość jest ogrodzona siatką, może podziwiać śląskie krajobrazy – niezwykle zresztą zielone.


Szyb Prezydent. Dostojny

Na pierwszym planie Stadion Śląski. W tle Tauzen a Beskidy z tyłu ledwo widoczne. Choć na żywo są na wyciągnięcie ręki

Jedziemy dalej w stronę chorzowskiego rynku, z niezmiennie szpecącą estakadą. Można tutaj sobie przysiąść i zrobić zdjęcie z legendą Niebieskich, młodym Gerardem Cieślikiem. Nie moja to bajka, ale jednak można się trochę wzruszyć przy tym symbolu wierności i miłości do klubu.


Dziś takich piłkarzy już nie ma

Kilka minut później zawijamy do przystani na Skałce. Obok kąpielisko i tereny rekreacyjno-sportowe, mnóstwo ludzi, co nie dziwi w taki upał. Na małym stawie zamontowane „urządzenie do serfowania” - wyciąg, za pomocą którego wykorzystując kilkadziesiąt metrów wody, skocznie i inne „bajery” można ćwiczyć surfing i wywijać cuda na desce. Super pomysł, świetnie zrealizowany. Przestrzeń rekreacyjna została tutaj wykorzystana do maksimum.


Ale fruwa...

A takie cuda gdzieś na Rudzie

Jakieś dwa kilometry dalej trafiamy do dziwnego miejsca. Uczucie zupełnie, jakbyśmy wpadli w jakąś czarną dziurę dobrego humoru. Wszędzie do tej pory unosił się nieuchwytny zapach lata, radości i energii. Ludzie pełni zapału korzystali z życia i dnia wolnego. Tutaj nie było nic. Szybko przeglądam w myślach mapę i wychodzi mi, że to mogą być Lipiny. Potem to potwierdzam. Najgorsze, że to miejsce ma potencjał, oczyma wyobraźni patrząc na jedną z ulic widzę tam deptak, fontanny i roześmianych spacerowiczów i klientów kawiarni. Ale atmosfera beznadziei jest tutaj wręcz namacalna, tak, że chyba nie ma szans na szybką, pozytywną zmianę.
Przez Dolinę Lipinki, niezamieszkałą ale zdecydowanie bardziej żywą część Lipin wjeżdżamy do Goduli, mijamy Rudę, kawałek Biskupic i Zabrzańskim Szlakiem Rowerowym (niezbyt przyjaznym przyczepkom) docieramy do Zaborza i Skansenu Królowa Luiza. Początkowo myśleliśmy, że to tutaj jest poszukiwany przez nas park dla dzieci, jednak jak się okazało jest on w drugiej części skansenu, na ulicy Mochnackiego, bocznej Sienkiewicza, niecałe 2 km dalej. Dzięki prostym instrukcjom od miłego Pana z obsługi udajemy się w drogę i po kilku minutach jesteśmy na miejscu. To już właściwie koniec rowerowej części wycieczki, jedynie wspomnieć trzeba o dość dziwnym rozwiązaniu parkingu rowerowego – jest on umieszczony wewnątrz parku a za wejście trzeba zapłacić ( 7pln od dorosłego, 5 dziecko i nawet dwulatek musiał zapłacić złotówkę. Śmiesznie i strasznie) i przejść przez kasę po schodach... Ekonomistą to ja nie jestem, ale jak dla mnie to chyba więcej by miasto wyciągnęło udostępniając park za darmo i lokując tam jakąś budkę z lodami, kawiarnię itp. małe lokale. Bo raczej nie widzę możliwości, żeby zabrzańskie rodziny chodziły tu kilka razy w roku płacąc po kilkadziesiąt złotych za samo wejście i możliwość grillowania, bo obecne tutaj atrakcje choć fajne to jednak po drugim, trzecim razie znudzą się już na tyle, że nie będą budzić zainteresowania nawet najmłodszych. Za dodatkową opłatą można też zejść pod ziemię (w przyszłości popłynąć łódką w podziemnym korytarzu) oraz odwiedzić oddzielny park militariów z ciekawymi eksponatami.


Bajtel Gruba bawi i uczy. Wykorzystanie energii słońca, wiatru i wody. Bez ściemy, super zabawa

Coś dla fizycznych - można urobek wrzucać, ciągać i wyrzucać

OK. Nad alfabetem morsa musimy jeszcze popracować

Mapa trasy

Trasa ma wiele możliwości modyfikacji. Wykorzystując kolej można np ominąć Kolonię Ficinus i Przejechać tylko około 20 km między Prezydentem a Królową. Poniżej pełna pętla z początkiem i startem na parkingu pod Parkiem 12C w Zabrzu.