Góry i schrony

Niewiele wrażeń można porównać do tego, którego doświadczamy po mozolnym zdobywaniu szczytu, kiedy możemy rozkoszować się piękną panoramą gór. Dokonanie tego na rowerze górskim wymaga jeszcze dodatkowej porcji kondycji i umiejętności aby wytrzymać trudy podjazdu i nie połamać się przy zjeździe ciężkimi górskimi szlakami. Na szczęście są też miejsca i trasy gdzie nawet na rowerze turystycznym można doświadczyć tego uczucia, bez ryzyka na zjeździe i w miarę komfortowych warunkach podjazdu.

Taką właśnie trasę mieliśmy zaplanowaną na pętli między Żywcem a Węgierską Górką. Spod dworca PKP ruszamy lekko pod górkę ulicą Leśnianką i przy niewielkim ale stałym nachyleniu zdobywamy kolejne metry w górę przez 9 km do Kościoła św. Marcina w Radziechowach. Tam też zaczął się stromy podjazd na najwyższy punkt tej wycieczki, górę Matyska. Wzdłuż trasy ulokowana jest droga krzyżowa z bardzo ładnymi rzeźbami, zaś na szczycie czeka ogromny krzyż milenijny oraz przepiękny widok na otaczające Beskidy. Jest tak cudownie, że długo nie zbieramy się z miejsca, chcąc jak najdłużej cieszyć się widokiem. Niestety czas jednak nie ma zmiłowania i zaczyna nas poganiać, zatem ostrym zjazdem po kostce (brak amortyzatorów daje się we znaki) oddalamy się w kierunku Węgierskiej Górki.


Podjazdy czas zacząć

To była prawdziwa droga krzyżowa

Ale za to widoki niezapomniane

Ścieżkami rowerowymi przejeżdżamy przez miejscowość kierując się na pierwszy tego dnia bunkier. Schron Waligóra umieszczony jest pod lasem, dojechaliśmy do niego po krótkiej wspinaczce leśną ścieżką, ale możliwa jest też łatwiejsza trasa niemal do końca asfaltem i za znakami na fort. Poczytaliśmy nieco o historii tego miejsca i ruszyliśmy dalej, wzdłuż Żabniczaki po uprzednim przecięciu Soły.


Cykliści czytają i historię poznają

W Żabnicy zerkamy na zabytkowe kaplicę i kościół a następnie drogą o pięknej nazwie Rowerowa wspinamy się do drugiego bunkra. Schron Wyrwidąb stoi na pustym wzgórzu i jest doskonale widoczny z pobliskich wzniesień (w tym z odwiedzonej wcześniej Matyski – przy dobrym wzroku lub lornetce jak się wie, gdzie szukać można go z łatwością zlokalizować). Jest bardzo zniszczony, ale dzięki temu można bez problemu pobuszować po jego wnętrzu albo wdrapać się na „dach”. Obok są też ławeczki dla turystów, niestety zniszczone. Zarówno widok z dołu na bunkier, jak i w stronę przeciwną jest niezwykle malowniczy i nie da się w takim miejscu marudzić na nic.


Pomnik JPII w środku to czysta poezja

Kolejny kościół, kolejna msza

Bunkrów nie ma, ale też jest... a zaraz, jest i bunkier.

Zdobywamy schron

Ulica Rowerowa

Ławeczki dla tardzieli

Polną drogą zjeżdżamy w kierunku ostatniego betonowego fortu. Jak to często w życiu bywa, ten, który nie brał udziału w wojnie teraz zyskuje. Schron Wędrowiec, którego zawierucha wojenna ominęła o włos, teraz robi karierę. Wstęp jest płatny (3 pln od dorosłego), na miejscu można kupić też militarne pamiątki i pooglądać wystawiony w pobliżu wszelkiego rodzaju sprzęt artyleryjski pochodzący z czasów II wojny.


Schron i sprzęt do jego likwidacji

Teraz czeka nas około 10 km kręcenia z jednym tylko króciutkim postojem przy kościele św. Katarzyny. Teren to wznosi się to opada. W Juszczynie podjeżdżamy do Kościoła Nawiedzenia, wracamy kawałek w dół aby nadziać się na bardzo stromy podjazd w kierunku Żywca. Ten krótki (może z 500 m) wysiłek zostaje nagrodzony trwającym dobre 10 minut (ponad 5 km) zjazdem do samego Żywca. Rewelacja.


Korek na moście nad Koszarawą

W mieście zwiedzamy jeszcze park i plac zamkowy, rynek (choć tu trwał jakiś kiermasz i nie sposób nawet ocenić czy jest ładny ani zrobić zdjęcia) i wracamy pod PKP kończąc tym samym bardzo satysfakcjonującą wycieczkę.