Archeo Ziemi Gliwickiej cz.3

Zima nieubłaganie odchodzi i nadciąga wiosna. A to oznacza, że niedługo tereny pozostawione bez opieki zarosną chwastami i przedostanie się do nich będzie cokolwiek utrudnione. To ostatni dzwonek, aby zakończyć rowerowe zwiedzanie opuszczonych dawno temu i dziś już zapomnianych osad.

Informacje o trasie: 

Długość trasy rowerowej:57 km
Jakość nawierzchni: Asfalt, drogi leśne utwardzone.
Miejscowośći: Pyskowice, Srocza Góra, Pniów, Wilkowiczki, Toszek, Sarnów, Świbie
Atrakcje: Gródek w Pniowie, brak cmentarzyska w Wilkowiczkach, cmentarzysko i brak cmentarzyska w  Świbiu.
Dojazd i powrót: Można zrobić pętlę z Pyskowic z dworca PKP.

Trasa wycieczki: 
Relacja: 
W pobliżu grodu w Pniowie

W pobliżu kopca po grodzie można natknąć się na młodsze ruiny.

W Pniowie na rowerze

Poszukiwania grodu trwają

Pozostałości grodu w Pniowie

Zaskakująco dobrze zachowane pozostałości grodu typu motte.

Krzyż na gródku w Pniowie

Zabytek młodszy tym razem na ścianie kopca

Z Pyskowic wyjeżdżamy zielonym szlakiem na północ. Po krótkim odcinku z betonowych płyt docieramy do miejscowości o urokliwej nazwie Srocza Góra. Zawsze w myślach zmieniam r na m, i od razu jakoś dostojniej się robi. Kawałek dalej, za zakrętem szlaku w Pniowie natrafiamy na pozostałości grodu typu motte. Znaleźć je łatwo, chyba, że za wcześnie zaczniemy szukać. Ja tak zrobiłem, w rezultacie znajdując trzy czy cztery fundamenty budynków, prawdopodobnie zbudowanych za Niemca. Dopiero kiedy już zabrałem się w dalszą drogę zupełnie przypadkowo obejrzałem się w dobrym momencie, czyli tuż przed cmentarzem i odnalazłem bardzo dobrze zachowany kopiec będący kiedyś podstawą pod grodową wieżę. Przy kopcu, w miejscu dawnej fosy znaleźć można obecnie krzyż nagrobny (co za bardzo nie dziwi z uwagi na pobliski cmentarz) oraz pozostałości po archeologach – prostokątne zagłębienie po sondażowym wykopie. Jadąc dalej mijamy po prawej kościół, który z dumą obwieszcza swoje 750 lecie w Pniowie. Wygląd świątyni wyraźnie wskazuje, że, w przeciwieństwie do szlachty, duchowieństwo próbę czasu przeszło bez szwanku.
Cmenatrzysko w Wilkowiczkach

Brak cmentarzyska w Wilkowiczkach

Zamek w Toszku z trasy rowerowej

Zamek w Toszku. Za dobrze zachowany, żeby dziś go zwiedzać z bliska

Sarnowska Góra

Sarnowska Góra. Najdłuższy podjazd na trasie.

Kilka kilometrów dalej, nadal przy zielonym szlaku, trafiamy do miejscowości Wilkowiczki. Nazwa słodka, ale nie mam zielonego pojęcia skąd się wzięła. Oczekiwania wobec znalezienia czegokolwiek na miejscu cmentarzyska z epoki brązu miałem zerowe i w zasadzie w 100% się one sprawdziły. Czyli nie ma nic. Poza jedną małą ciekawostką, że tuż obok starożytnego cmentarzyska stoi zbudowana w 1907 kapliczka. Zresztą bardzo ładnie odnowiona. Tym sposobem Jezus dotarł nawet do tych, którzy pomarli i zostali pochowani (lub też spaleni) kilka wieków przed jego narodzinami. Jedziemy dalej szlakiem w kierunku Toszka, tam przy zamku zmieniamy kolor na czarny. Przy normalnej wycieczce można zwiedzić też sam zamek i nawet coś zjeść w tamtejszej restauracji. Podjazd w kierunku Sarnowa jest niezwykle urokliwy. Zieleniące się zbocza Sarnowskiej Góry wyglądają jakby wyjęte z zupełnie innej bajki a nie z północnych rubieży Górnego Śląska.
Nienaturalne kopce na cmentarzysku w Świbiu

Nienaturalne kopce na cmentarzysku w Świbiu

Nienaturalne kopce na cmentarzysku w Świbiu

Kopce, ujęcie drugie.

Rowerzysta na cmentarzysku

Na cmentarz to na czarno

W środku lasu drut kolczasty

Płot z drutu kolczastego w środku lasu. A po co? A na co to komu?

Zwierzęce odchody

Alegoria tego, co udało się odnaleźć w ostatnim punkcie. Dość dosłowna i brutalna.

W końcu dojeżdżamy do Świbia. Tam na rondzie zjeżdżamy ze szlaku i długą, brukowaną ulicą jedziemy w kierunku lasu. Na bruku trzęsie a chodnik szeroki i równy, a pieszych brak. Wracając do tematu. Na skraju lasu jest punkt odpoczynku, ławeczki, kosz na śmieci i tablica z ostrzeżeniami czego w lesie robić nie wolno. Zabawnie z kilkukrotnie powtórzonym zakazem rozpalania ognia koresponduje znicz płonący na blacie ławy. Historia tego znicza pewnie już tak zabawna nie jest, ale na szczęście jej nie znam. Cmentarzysko znajduje się kilkadziesiąt metrów od drogi. Znajdujemy tutaj wzniesienie z kilkoma podłużnymi zapadliskami – pewnie pamiątki po wykopaliskach. Jakąś drewnianą sztalugę, obecnie w częściach – może wcześniej była tu jakaś tablica informacyjna bo dziś mi się obiło o uszu, że powinna taka być. Wyżej odkrywamy, że cały teren wzniesienia jest otoczony wałem z kilkunastoma kopcami, ewidentnie nienaturalnymi ale czy to ślady po ludziach z opoki brązu czy XX wiecznych archeologów nie jestem w stanie ocenić. Śladów jest tutaj w każdym razie sporo, co jest miłym zaskoczeniem. Pewnie jakby jeszcze trochę pokopać to znalazłoby się to i owo. W okolicy Świbia miało być jeszcze jedno stanowisko archeologiczne, gdzie odkryto cmentarzysko. Znajduje się ono jakieś dwa kilometry od pierwszego, więc albo był to bardzo duży cmentarz, albo też z upływem czasu mieszkańcy przenieśli miejsce pochówku w inne miejsce. Albo też to ściema, bo na miejscu drugiego stanowiska nie znalazłem kompletnie nic. Ale za to utwardzone leśne drogi pierwsza klasa. Na tym zakończyłem zimowy projekt z odkrywaniem nieznanej historii Ziemi Gliwickiej. Niedługo rozwijająca się przyroda sprawi, że niektóre z tych miejsc będzie dużo ciężej odnaleźć i ciężej do nich się dostać. A po co to wszystko? Cóż, poza samą radością z jazdy i przygody, można się też trochę zastanowić. Mamy tutaj aż 4 miejsca z osadami z epoki brązu (czyli przy odrobinie wolnej woli można przypuszczać, że trwały do stulecia p.n.e.) a kolejne zabytki (te zwiedzone jak i te lepiej zachowane, których tutaj nie objeżdżałem) są ze średniowiecza, XII-XIII wiek. Co daje nam 1800 lat bez śladów obecności ludzi na tych terenach. Strasznie dużo. Co się stało, że tak prężnie rozwijająca się kultura, która zresztą w różnych formach przetrwała i przekształciła się w kolejne na innych ziemiach, tutaj zanikła? Co wygoniło stąd ludzi i sprawiło, że przez milenium nie wrócili? Czy ktoś może rzucić nieco światła na tę zagadkę?