Green Velo

Green Velo – pierwszy długodystansowy szlak rowerowy w Polsce. Fantastycznie wypromowany, liczący sobie 2000 kilometrów, biegnący wzdłuż wschodnich granic kraju. Opinie były jednak różne, więc trzeba było wybrać się na samodzielny rekonesans. Aby ogarnąć całość naraz tzeba by jednak dysponować większą ilością czasu, dlatego wybrałem wycinek wiodący od Sandomierza, skrótem przez Biłgoraj i dalej na północ przy samej granicy.

Informacje o trasie: 

Długość trasy rowerowej: 520km
Jakość nawierzchni: różna
Miejscowośći: Sandomierz, Zamość, Chełm, Terespol
Atrakcje:Pierwszy długodystansowy szlak rowerowy w Polsce

Trasa wycieczki: 
Relacja: 
Ulica w Sandomierzu

Uliczka w Sandomierzu

Rynek w Sandomierzu

Rynek w Sandomierzu

Ratusz w Sandomierzu

Ratusz w Sandomierzu

Pole namiotowe w Sandomierzu

Malowniczo położone pole namiotowe w Sandomierzu

Figurka w dworku pod Biłgorajem

Dworek pod Biłgorajem - nieczynna fontanna.

Zwierzyniec - tabliczka informacyjna

Obiecanki - cacanki

Zwierzyniec - ostoja konika polskiego

Bezskutecznie wypatruję konika

Pomnik poległych w Obroczy

Nieszablonowy pomnik w Obroczy

Szlak kajakowy Roztocza

Szlak Kajakowy po rzekach Roztocza

Miejsce wjazdu na szlak wybrałem przypadkowo – ot, najwygodniejszy punkt w którym mogłem się zjawić po przejechaniu Wiślanej Trasy Rowerowej. Pierwsze kilometry były niezłe – malownicze pagórki i pola pośród których zbliżałem się d Sandomierza. Samo miasto – rewelacja. Stare miasto położone na wzgórzu, dobrze się prezentuje zarówno z góry jak i z dołu. Zapiekanki Sandomierskie przy rynku godne polecenia. Noc spędziłem na kampingu z ładnym widokiem na wzgórze ze starówką. Kolejny dzień to przejazd na drugą stronę Wisły i jazda wzdłuż Sanu poprzez niezbyt ciekawe wioski. Atrakcją miała być wizyta w Ulanowie, ale tak po prawdzie to ciężko to jakoś specjalnie zarekomendować. Dalej lasem po drogach publicznych szlak łącznikowy wiedzie do Biłgoraju. Budowana tutaj była dzielnica w stylu klasycznego budownictwa tych rejonów, prezentowała się całkiem przyjemnie ale poza tym miasto nie oferuje nic ciekawego na pierwszy rzut oka. Dzień trzeci to przejazd przez Roztocze i wreszcie jakiś fajny podjazd i zjazd. Krótka wizyta przy Ostoi Konika Polskiego, niestety bez szansy oglądania tegoż. Aby udać się do Zamościa, który przez Green Velo jest omijany szerokim łukiem, w Zwierzyńcu musiałem opuścić szlak i podjechać do miasta zwykłymi, ruchliwymi drogami które w lipcowym upale zamieniły się w patelnie. Warto było, Zamość ładny jest a nie wiem czy jeszcze będzie okazja tutaj zawitać. Po powrocie na szlak ruszyłem dalej w kierunku Chełma. I na tym odcinku wychodzą solidne mankamenty szlaku. Po pierwsze nie ma nic ciekawego. Po drugie mimo że drogi nie są zbyt ruchliwe to jednak szlak często z nich ucieka żeby poprowadzić dalej polnymi, bardzo kiepskiej jakości, często zapiaszczonymi drogami rozjeżdżonymi przez traktory. Żeby to jeszcze były skróty, ale nie. Trzeba nadrabiać kilometry, żeby babrać się w piachu na nieciekawych polach. Zatem szybko zrezygnowałem ze szlaku i podążyłem asfaltem, dojeżdżając do Chełma w sam raz na wieczorny półfinał Mistrzostw Świata.
Brama w Zamościu

Brama do twierdzy Zamość

Piaszczysta droga na Green Velo

Górka, miękki piach rozjeżdżony przez Bizony.

Burze na Podlasiu

Uciekający przed burzami.

Piwa z browaru Jagiełło

Lokalne speciały.

Góra Chełmska

Na szczycie Góry Chełmskiej. Fajne widoki i pozostałości wykopalisk.

Studnia na rynku w Chełmie

Studnia na rynku w Chełmie

Pseudofilozoficzny napis na ławce

Filozofia po podlasku.

Pola na Podlasiu

I tak się jeździ po tym Podlasiu

Dzień czwarty zacząłem od wdrapania się na Górę Chełmską i poczytania o średniowiecznej historii miejscowego grodziska. Niedaleko rynku znajduje się też ciekawie zapowiadające się Muzeum Kredy. Niestety na otwarcie musiałbym czekać trzy godziny więc zrezygnowałem jak się okazało było to ostatnia atrakcja na dziś. Tak jest, przez resztę dnia nic się nie działo, nie było co oglądać a droga wiodła po praktycznie płaskim terenie w niewielkiej odległości od granicy. Ze względu na to ostatnie warto wyłączyć roaming bo białoruskie ceny połączeń są zabójcze. Dzień piąty zaczął się zdecydowanie lepiej. Najpierw ciekawa historycznie wizyta w Protulinie. Ta niewielka miejscowość była świadkiem męczeństwa Unitów a teraz jest jednym z ważniejszych miejsc dla tej odmiany chrześcijaństwa. Następnie ni z tego ni z owego gdzieś pośrodku niczego w szczerym polu natrafiłem na galerię rzeźb, dość abstrakcyjnych zresztą. Potem przeprawa przez Bug i wizyta w Mielniku z niezłymi widokami na kopalnię kredy i ze Wzgórza Zamkowego na dolinę Bugu. Rewelka.
Kapliczka nad źródełkiem w Pratulinie

Kapliczka nad źródełkiem w Pratulinie

Świątynia Unicka w Pratulinie

Świątynia Unicka upamiętniająca męczenników w Pratulinie

Rzeźby po drodze

Nietypowa wystawa rzeźb przy polnej drodze

Przeprawa przez Bug

Przeprawa przez Bug

Kopalnia kredy w Mielniku

Kopalnia kredy w Mielniku

Ruiny kościoła w Mielniku

Ruiny kościoła w Mielniku

Widok z Góry Zamkowej w Mielniku

Widok z Góry Zamkowej w Mielniku

Góra Grabarka

Góra Grabarka - święte miejsce prawosławnych

Kapliczka na Górze Grabarce

Kapliczka na Górze Grabarce

Na koniec jeszcze Góra Grabarka, kolejne święte miejsce, tym razem Prawosławnych. Tam złapany przez burzę (przed którymi uciekałem właściwie od pierwszego dnia wyjazdu) oceniłem, że po tylu atrakcjach znowu szykuje się nudny odcinek. I kiedy wpadłem na szutrową drogę przez las, która przez traktory została zamieniona w tarkę postanowiłem odpuścić i wrócić do domu pociągami, co też po parunastu godzinach i przesiadkach w Siedlcach, Warszawie, Łodzi i Katowicach się bezproblemowo udało.